Podroz zaczela sie w Indiach
3.sty. wyladowalismy i New Delhi..kaos! Pierwsze wrazenie: zanieczyszczenie, syf na ulicach i kaos na drogach. W pierwszy dzien schowalismy sie w hotelu probujac przyzwyczaic sie do zmiany czasu i zrozumiec gdzie wogole jestesmy. W nastepny dzien poznalismy nasza grupe z ktora bedziemy podrozowac przez 20 dni. Mila gromadka: australia. anglia, holandia, norwegia, szwajcaria i canada..wiek m.w. 25 lat :)
Nastepnego dnia zwiedzilismy razem New Delhi..czerwony fort, swiatynie hinduistow..wieczorem byl czas ruszac dalej. Pociag nocny w Indiach przez 20 godz!! Calkiem dobrze (i w porownaniu do nastepnych srodkow transportu ktore na nas cekaly najlepiej). Nastepnego dnia dotarlismy do Jaiselmer..miasto na pustyni..rowniez znane jako "zlote miasto" poniewaz budynki sa zbudowane z piaskowca ktory jak sie nagrzeje wyglada jak zloto przy zachodzie slonca :) Zwiedzilismy fort od ktorego cale miasto sie zaczelo (najlpierw byl fort..a gdy populacja wzrosla zaczeli zasiedlac okolice).
Nastepnego dnia pojechalismy jeepami na pustynie :) Camping..wzielismy spiwor i szczotecke z mysla ze bedziemy spac na ziemi..a tu wielkie namioty mieszczace suzy pokoj i lazienke! Czulismy sie jak anglicy z czsow kolonizmu! :) Po wprowadzce czas na wielblady :) To byla zabawa! Duzo lepiej niz w egipcie przynajmniej dla Sonia pupy..dostalismy lejce i nawet bieglismy powoli :) A potem na pustyni mielismy nawet wyscigi..Idir i Sonia galopem na wielbladzie ;) Oczywiscie nie sami.
Po Jaiselmer czekal nas wczesny ranek (5rano) i zimny bus do Jodphur przez 8 godz.. Zimny Bus!!Mielismy na sobie wszystkie cieple ubrania i itak marzlismy! W Jodphur mieszkalismy w ladnym hotelu z pieknym ogrodem..tu sie rozchorowalismy :( Soni bylo tylko lekko niedobrze..Idir wymiotowal :( Spalismy. Ale mimo wszystko pojechalismy nastepnego ranka na safari..czyli zawiezli nas starym jeepem za miasto i pokazali jak ludzie na wsi zyja. Idir sie jeszczebardziej rozchorowal wiec reszte dnia spedzilismy w lozku.
Nastepnego dnia o 5 rano wsiedlismy w bus (troche cieplejszy od poprzedniego) i 8 godz pozniej bylismy w Udaiphur. Sonia sie tak rozchorowala od tej podrozy (choroba lokomocyjna) ze poszla odrazu spac jak tylko dostala klucz od pokoju..zasnela o 16.30 wstala o 7 rano nastepnego dnia :o Nabrala tyle energii ze byla tego dnia gotowa na wszystko :) Po sniadaniu poszlismy zwiedzac palac i muzeum rodziny krolewskiej (niepamietam niestety juz imienia :( ) Apropo krolewskiej rodziny..nasz przewodnik ma pochodzenie krolewskie..jest kuzynem kuzyna krola czy cos takiego..wiec on pozniej poszedl odwiedzic ksiecia jak juz nas oprowadzil :) My poszlismy sie przejsc po miescie przy palacu razem z kilkoma czlonkami grupy..dziewczyny i Sonia tez zrobily sobie henne :) Sonia branzoletke na kostce..ladne ;) Idir kupil szalik.
Nastepnego dnia czekal na nas pociag (dzieki bogu dla Soni :) ) do Pushkar o 5 rano. I tu wlasnie teraz jestesmy.. Miasto jest male ale sympatyczne. I bardzo religijne. Cale miasto jest wegetarianskie..wiec niewolno tu jesc miesa, nioewolno tez pokazywac sobie milosci publicznie, pic alkoholu i uzywac narkotykow. Tu tez jest jedyna na swiecie swiatynia Brahma do ktorej wpuszczaja turystow/niewierzacych w brahma (bog wszelkiego zycia). Dzisiaj wstalismy samowolnie o 5.30 i wspinac sie na wzgorze gdzie jest swiatynia zony Brahma..aby obejrzec wschod slonca. Bardzo mila wspinaczka. Sonia dostala zadyszki i oczywiscie dotarla na szczyt ostatnia. Dobrze czytacie..Sonia wstala o 5.30 rano zeby wspinac sie przez ponad godz do jakiejs swiatyni :o
Do Indii trzeba sie przyzwyczaic..pierwsze dni Sonia chciala uciekac do domu..teraz juz jest lepiej i oboje cenimy co widzimy. Jak widzicie podroz jest meczaca..tylko 2 noce w jednym miejscu i wiele godzin w pociagu..ale tez duzo przez to zwiedzamy.
Do uslyszenia!! :)
Abonner på:
Legg inn kommentarer (Atom)
Ingen kommentarer:
Legg inn en kommentar